Wywiad z Nattali Rize: Różne gałęzie tego samego drzewa

Share on Facebook0Tweet about this on Twitter0Share on Google+0

Po kilku miesiącach Nattali Rize powraca do Polski w ramach Ostróda Reggae Festival & Regałowisko Bielawa Promo Tour! W oczekiwaniu na koncerty zapraszamy do przeczytania naszej rozmowy z Nattali, którą przeprowadziliśmy w zeszłym roku w Ostródzie. Z niej dowiecie się co jest wyjątkowego w nagrywaniu na Jamajce, jaki jest klucz do sukcesu jako artysta i który polski zespół jest jej wyjątkowo drogi. Zapraszamy!

Paulina: To nie jest twój pierwszy raz w Polsce. Tym razem przyjechałaś ze swoim solowym albumem. Co się zmieniło w trakcie tych trzech lat?

Wtedy byłam tutaj z Blue King Brown. I dalej razem działamy, wydaliśmy album, „BornFree”. Później postanowiłam przenieść się na Jamajkę i skupić się na tworzeniu muzyki we współpracy z artystami i producentami, którzy pochodzą z tego samego miejsca, skąd muzyka, którą tak bardzo kocham. Ważne dla mnie było to, aby naprawdę stać się częścią społeczności, mieć to doświadczenie! Zaowocowało to świetną współpracą między mną a Notis, których można nazwać perkusyjno-basowym zespołem produkcyjnym. Poznaliśmy się w Australii, kiedy perkusista Unga Barunga grał z Jimmym Cliffem.Tej samej nocy napisaliśmy i nagraliśmy „Rebel Love”, pierwszy singiel, właściwie jeszcze z zespołem Jimmy’ego. Jego klawiszowiec Steven Maxwell jest teraz ze mną, a perkusista jest moim perkusistą. To była naprawdę niesamowita noc. Zugu tam był, śpiewał swoją pierwszą piosenkę, Zugu Dan. Więc w zasadzie to była piosenka, która dała ten impuls do szerszej współpracy z Notis. Dlatego przeniosłam się na Jamajkę, by wciąż rozwijać się jako muzyk.

Bazyli: Co takiego może ci dać kariera solowa, czego nie może Blue King Brown?

Dla mnie to jest to samo zadanie. W szerszej perspektywie jest to ta sama misja, to jest muzyka, to jest życie, to świadomość. Używam muzyki jako środka do wzmacniania wielkiego przebudzenia, które dzieje się na naszej planecie. Pewne różnice będzie można zobaczyć i usłyszeć, to oczywiste. Gram teraz z jamajskim zespołem, a nikt nie gra reggae jak Jamajczycy. Nikt. Więc w tym sensie słychać różnicę. Ale jak powiedziałam – wiara i misja, które za tym stoją, są takie same. Podobnie w przypadku zespołu reggae – członkowie są jak żołnierze, którzy mają swoją misję i głęboko w to wierzą! Nas jest pięcioro. Pięć części, które prezentujemy całej Europie. To jest nasza pierwsza trasa tutaj. Wcześniej byliśmy w Australii, Japonii i USA.

B: Przewidziałaś moje następne pytanie, ponieważ miałem zamiar zapytać, czy ten sam materiał, który został nagrany na Jamajce, mógłby brzmieć tak samo, jeżeli zostałby zarejestrowany w Australii. Myślę, że odpowiedź brzmi: „Nie bardzo”.

Nie, raczej nie. Tam jest po prostu inaczej. Jamajka jest świetna. W Kingston masz dostęp do tak wielu niesamowitych muzyków. Wiele osób po prostu tam mieszka i można zadzwonić do kogoś, powiedzieć: „potrzebuję gitarę”, albo istnieje zapotrzebowanie na to lub co innego. I znakomici muzycy po prostu się pojawiają.  Ta społeczność i energia jest tak żywa, rozwija się i bardzo wspiera się nawzajem. To jest naprawdę piękne. Uwielbiam to. Australia jest bardzo rozległa, a wspólnota jest rozproszona. Jest to duży kraj zamieszkany przez niewielką populację, więc scena reggae w Australii nie jest bardzo rozwinięta. To jest kolejny powód, dlaczego ludzie z zagranicy przybywają na Jamajkę, by zanurzyć się w kulturze reggae.

P: Miałaś możliwość nagrywania z artystami, którzy są zaliczani do tzw. nurtu „reggae revival”. Czujesz się częścią tego ruchu pomimo nie pochodzisz z Jamajki?

Myślę, że kiedy ludzie mówią o „revival”, o ożywieniu, to jednak mówią o jamajskich artystach. Nie powiedziałabym tak o sobie. Jestem częścią odradzającej się świadomej muzyki na całym świecie, czy pochodzi ona z Jamajki, Ameryki czy Europy. Gdziekolwiek świadoma społeczność zaczyna się rozwijać i niezależnie od stylu muzyki. To jest inspiracją do tworzenia i to jest społeczność i ruch, którego jestem częścią.

B: Wspomniałaś, że Blue King Brown wciąż jest aktywny. Jednak czasami, jeśli człowiek mocno angażuje się w coś nowego, inne rzeczy często na tym tracą. Nie boisz się, że twoje zaangażowanie na Jamajce wpłynie na twoje działania w Australii i sprawy, o które walczysz? Pamiętam naszą długą rozmowę, przy okazji twojego poprzedniego pobytu w Ostródzie, o prawach rdzennej ludności w Australii.

Nie (śmiech)! Wracamy niedługo do Australii, Blue King Brown ma trasę w październiku, listopadzie i grudniu. Album wciąż sprzedaje się dobrze. Gram też jedną lub dwie piosenki z Born Free w secie solowym Nattali Rize i myślę, że ludzie to widzą. Koncentruje się teraz nad projektem Nattali Rize, ale Blue King Brown nigdy nie opuszczę, bo jest to bardzo ważna grupa ludzi i to jest bardzo ważny głos w Australii. Nie możemy tego zrobić! To się nie skończy! Będziemy zawsze gotowi, by być i grać dla ludzi. To, co robię, projekt solowy, jest, tak jak powiedziałam, tym samym zadaniem. To zaledwie różne gałęzie tego samego drzewa. Także nie wiem, może któregoś dnia założę zespół grający polską muzykę ludową (śmiech)!

B: To mogło by być naprawdę świetne!

P: Póki co współpracowałaś z Kabaką Piramid przygotowując klip do „Generations Will Rize”. Chciałam zapytać, jak to wspominasz, jakie to było doświadczenie.

„Generations Will Rize” w studio przygotowałam ja i Unga Barunga. Spędziliśmy wiele, wiele godzin razem i to był bardzo naturalny proces. To była jedna z tych szybko napisanych piosenek. Unga zaczął grać kilka akordów, a ja po prostu zanuciłam (śpiewa) Generations will Rize, Governments they will fall, We’re the only ones who will carry us through it all. Unga popatrzył na mnie i powiedział: Co za poważny tekst! Stamtąd poszło już z górki i szczerze mówiąc szukaliśmy przez chwilę kogoś do współpracy w tej piosence. Pośród innych kawałków, które napisaliśmy, to ta utkwiła w mojej głowie. Siedzieliśmy i myśleliśmy o jakimś muzyku, niekoniecznie z Jamajki, ale po prostu szukaliśmy człowieka o właściwym głosie. Wtedy po raz pierwszy poszłam na występ Kabaki w Kingston. Gdy zobaczyłam co on robi, to wiedziałam – to jest ten facet. To on powinien zaśpiewać w „Generations Will Rize”. Unga zadzwonił do niego, ponieważ wcześniej pracowali ze sobą i jednej nocy Kabaka pojawił się w Tuff Gong. Wtedy go poznałam, wtedy nagrał swoje wersy do „”Generations Will Rize” i są one niesamowite, jak to można usłyszeć. Okazało się, że świetnie się dogadujemy, więc napisaliśmy jeszcze kilka piosenek tej nocy, dzięki czemu możecie oczekiwać więcej naszego wspólnego materiału.

To są naprawdę pozytywne brzmienia i wideo jest w tym samym klimacie. One Rebel, który jest gitarzystą w Nattali Rize i basistą w Blue King Brown, także dużo filmuje. Jest bardzo utalentowany. Nakręcił ​​większość ujęć z klipu „Generations Will Rize”, jak również wykonał dużą część montażu. I to właśnie kocham w Jamajce i w pracy z jamajskimi artystami – wszystko dzieje się tak szybko! Chcesz coś zrobić, chcesz w swoim utworze gościnnego wokalistę, odpowiednią osobę, odpowiednie brzmienie i to po prostu się dzieje. Ja działam znacznie wolniej, ale się uczę! Dlatego to jest dobre, aby być w pobliżu.

B: Teraz nagrywasz na Jamajce, grasz na dużych scenach, ale zaczynałaś jako artystka uliczna. Masz jakieś rady, które można dać artystom na początku ich kariery, aby kiedyś mogli nagrywać albumy w studio na Jamajce?

Tak, musisz mieć wizję i być skupionym na jej realizacji. To nie jest łatwe, a czas kiedy grałam na ulicy naprawdę nauczył mnie niezależności, bycia swoją własną szefową. Musisz wykreować własny występ, wypromować samą siebie, sprzedać swój produkt i zarazem pozostać artystką. Dosłownie jesteś artystką, jesteś promotorką, jesteś agentką. Nauczyło mnie to, by nie czekać na jakiś magiczny plakat, magiczne nagranie czy wydawcę, które przyjdą do ciebie same. Trzeba samemu przygotować sobie start. Myślę, że wiele osób teraz to rozumie i wiele osób ma dostęp do nowych technologii, które mogą pokazać ich muzykę światu. Z drugiej strony nowym artystom chciałabym powiedzieć, że tak naprawdę najważniejsze są relacje. Praca z ludźmi, z którymi intuicyjnie czujesz, że nadajesz na tej samej długości fali. Trzeba mieć te same cele i wizję. Potrzebny jest zespół, po to by się wspierać. Chodzi o energię wokół, za, wewnątrz i na zewnątrz. O to naprawdę. Gdy masz niezłą ekipę ludzi, jesteście naprawdę nie do powstrzymania!

P: Myślę, że dla budowania relacji, ważne jest również mówienie tym samym językiem. Z tego co wiemy, języki to twoja pasja. Chciałem zapytać, czy przygotowałaś coś dla polskiej publiczności na dziś? Trzy lata temu tak było.

Haha, mogę mieć przygotowaną niedużą niespodziankę.

P: Który język był dla ciebie największym wyzwaniem?

Myślę, że polski i słowacki. Są podobne. Nie byłam jeszcze w innych krajach, gdzie byłoby to podobną trudnością, ale uwielbiam wyzwania i to mi się podoba. Pamiętam, jak uczyłam się przemówienia po polsku trzy lata temu, to było niesamowite. Moje usta nigdy nie mogły się nawet ułożyć w poprawnej pozycji, ale kocham naukę języków, po prostu kocham to! To jest tak interesujące. Kraje w Europie są tak blisko, a mają takie różne kultury i języki.  Mogę powiedzieć, że jeden z moich ulubionych zespołów na świecie pochodzi z Polski, nazywa się Dikanda.

B: To zespół folkowy! Więc może wcześniej wspomniana kolaboracja?

Kocham Dikandę! Poznałam ich lata temu w Linz, na festiwalu w Austrii i graliśmy razem na bębnach na ulicy. Po prostu czuliśmy się jak rodzina. Nie widziałam ich od lat! Mam nadzieję, że pojawią się któregoś lata w Ostródzie, ale może w przyszłym roku do nich napiszę! Ania jest najbardziej niesamowitą piosenkarką. Kocham ich muzykę tak bardzo!

P: Tak, mamy w Polsce naprawdę dobrą scenę muzyki folk. Na koniec chcieliśmy prosić cię o zdradzenie nieco swoich planów na przyszłość. Wspomniałaś, że będziecie grać koncerty z Blue King Brown.

Na ukończeniu jest album Nattalie Rize powinien wyjść na początku przyszłego roku [2017 – red.]. Dlatego mamy nadzieję, że szybko tu wrócimy, że będziemy w Europie już w na początku przyszłego roku, a także latem. Zarówno jako Nattali Rize, jak i z Blue King Brown będziemy koncertować w Australii, więc jak tylko wrócę do domu ponownie będę w drodze. Po prostu chcemy kontynuować naszą misję i jesteśmy zaszczyceni, że możemy być głosem nie tylko naszym, ale także naszych ludzi, że możemy podróżować i grać na festiwalach takich jak ten. To naprawdę otworzyło nam oczy. Nie ma lepszego doświadczenia niż być w takich miejscach i rozmawiać z ludźmi. Wiele się można nauczyć jako człowiek.

Dziękujemy, mamy nadzieję, że wkrótce zobaczymy się w Polsce, może we współpracy z Dikandą!

Bądźcie gotowi!

Share on Facebook0Tweet about this on Twitter0Share on Google+0

1 komentarz

  • Olga napisał(a):

    Świetny wywiad ale kiepsko się go czyta ze względu na dużą liczbę błędów w tekście. Nie myśleliście o tym, by udostępnić go także w oryginalnej wersji językowej? Mam wrażenie, że niektóre błędy wynikają z nietrafnego tłumaczenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *